W spółce Top Farms Głubczyce kilkudziesięciu pracowników otrzymało wypowiedzenia. Jak informuje Nowa Trybuna Opolska (NTO), decyzja ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego o rezygnacji z tworzenia ośrodków produkcji rolniczej na ziemiach dzierżawionych przez firmę doprowadziła do poważnych zwolnień i niepewności o przyszłość. Dla wielu osób to dramat – utrata pracy po dziesiątkach lat spędzonych w jednym miejscu.
To także cios w lokalną gospodarkę – Top Farms był przez lata jednym z największych płatników podatków i darczyńców w regionie.
Lider rolnictwa traci grunt pod nogami
Top Farms Głubczyce, spółka będąca sukcesorem dawnego kombinatu rolnego, przez lata uchodziła za jedno z najbardziej nowoczesnych i efektywnie zarządzanych przedsiębiorstw rolnych w Polsce. Zatrudniała 190 osób, gospodarowała na 11 tysiącach hektarów, prowadziła hodowle, laboratoria i nowoczesne gospodarstwa produkcyjne.
Teraz sytuacja diametralnie się zmienia. Spółka musi zwrócić Skarbowi Państwa ostatnie 4200 hektarów dzierżawionych gruntów. Po zakończeniu tego procesu zostanie jej zaledwie 1300 hektarów ziemi wynajmowanej od prywatnych właścicieli. To zmusza firmę do drastycznych cięć.
– Kilkudziesięciu pracowników straciło lub straci pracę. Czterdziestu pięciu już dostało wypowiedzenia. Do końca października planowane są kolejne – poinformował NTO prezes spółki, Łukasz Krechowiecki. – Proces restrukturyzacji potrwa do połowy przyszłego roku. Wtedy będziemy mogli określić, w jakim kształcie firma będzie dalej funkcjonować.
Żal, strach i poczucie bezsilności
Wśród pracowników panuje przygnębienie. Wielu z nich spędziło w Top Farms całe życie zawodowe.
– Jest fatalnie – mówi Tadeusz, który pracował w spółce 36 lat. – Nie mam żalu do firmy, bo nie ma już na czym gospodarzyć. Ale to ogromny cios. Pójdę na zasiłek przedemerytalny, tylko szkoda tych młodszych, bo u nas ciężko o pracę.
Podobne emocje towarzyszą innym.
– Mam rodzinę, kredyty, zobowiązania. Nie wiem, co dalej – mówi Krzysztof, który przyszedł do firmy zaraz po szkole i przepracował tu 15 lat. – Firma sama nie wie, na czym stoi.
Z kolei Magda z laboratorium otrzymała wypowiedzenie po 11 latach pracy.
– To był dla mnie szok. Firma była dobra – wypłaty na czas, premie, dodatki. Było stabilnie. Teraz wszystko runęło – przyznaje.
„Nikt nas nie bronił”
Pracownicy czują się osamotnieni i rozczarowani brakiem wsparcia ze strony władz i związków zawodowych.
– Słyszeliśmy te hasła, że polska ziemia wraca do polskich rolników. Ale my co, z Kosmosu jesteśmy? – pytają. – Jeździliśmy do Warszawy, protestowaliśmy, prosiliśmy o spotkania. Nikt nas nie chciał wysłuchać. Nikt nie pomyślał o nas, o naszych rodzinach, kredytach, dzieciach.
Cios dla całego regionu
Top Farms był jednym z największych pracodawców w powiecie głubczyckim i znaczącym podatnikiem dla kilku gmin. Spółka wypłacała rocznie około 30 milionów złotych w formie pensji, premii i dodatków. Z jej działalności żyło nie tylko 190 pracowników etatowych, ale też blisko 400 osób współpracujących – serwisantów, ochroniarzy, firm sprzątających czy podwykonawców usług rolnych.
– To ogromna strata także dla samorządów – mówi prezes Krechowiecki. – Stracą nie tylko Głubczyce, ale też sąsiednie gminy: Branice, Pawłowiczki, Reńska Wieś i Baborów. Co roku wspieraliśmy lokalne inicjatywy, szkoły, straż, policję, parafie. Z powodu ograniczenia działalności tego też już nie będzie.
Krowy na rzeź, stada wyjechały za granicę
Skutki zmian uderzyły również w produkcję zwierzęcą.
– Poprzedni minister rolnictwa, Czesław Siekierski, zapewniał nas, że produkcja zwierzęca będzie priorytetem, że żadna krowa nie wyjedzie z fermy. Tymczasem z Głubczyc wyjechało 1300 krów mlecznych, w większości doborowych. Za chwilę to samo stanie się w naszych wielkopolskich spółkach – mówi Krechowiecki.
To oznacza nie tylko utratę miejsc pracy, ale i koniec wieloletniej tradycji hodowlanej regionu.
Głód ziemi? Nie tak do końca
Jak ustaliła Nowa Trybuna Opolska, nawet rolnicy indywidualni, którzy przejęli część ziemi po Top Farms, zaczynają mieć problem z jej utrzymaniem.
– „Duszą się tą obfitością” – przyznaje jeden z urzędników KOWR cytowany przez NTO. – Jeśli trzeba płacić za dzierżawę równowartość kilku kwintali pszenicy za hektar, trudno mówić o opłacalności. Rolnictwo jest dziś nieprzewidywalne i coraz mniej rentowne.
Niektórzy rolnicy próbowali nawet podnająć ziemię z powrotem spółce, ale Top Farms odrzucił takie oferty.
– Nie jesteśmy zainteresowani takim procederem – podkreśla Krechowiecki.
Czy można było tego uniknąć?
Zarówno zarząd spółki, jak i przedstawiciele związków zawodowych są przekonani, że rozwiązanie korzystne dla wszystkich stron było w zasięgu ręki.
– Można było przeprowadzić zwrot ziemi w taki sposób, by nie niszczyć miejsc pracy i dorobku pokoleń – uważa prezes Top Farms. – Były prowadzone rozmowy o przejęciu spółki przez Skarb Państwa, ale transakcja nie doszła do skutku.
Szansą na utrzymanie zatrudnienia było też stworzenie tzw. ośrodków produkcji rolniczej, które pozwoliłyby spółce dalej funkcjonować na części gruntów.
– Rolnicza Solidarność wyraziła nawet zgodę na takie rozwiązanie, jeśli firma zobowiązałaby się do utrzymania produkcji i zatrudnienia przez 10 lat – przypomina Janusz Gużda, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej przy Top Farms Głubczyce.
„Wszyscy przegrali”
Decyzja ministra Stefana Krajewskiego zamknęła jednak ten rozdział.
– Zostawiając kwestie polityczne na boku, uważam, że KOWR mógł zbudować ogromny potencjał współpracy na bazie naszej firmy – podsumowuje Krechowiecki. – Wszyscy mogli na tym zyskać: państwo, rolnicy, samorządy i ludzie, którzy tu pracowali. Tymczasem stracili wszyscy. Z polskim rolnictwem na czele.
Komentarz redakcyjny
Historia Top Farms Głubczyce pokazuje, jak decyzje podejmowane w Warszawie mogą w kilka miesięcy wywrócić do góry nogami życie całego regionu. Tam, gdzie przez dekady rozwijała się nowoczesna produkcja rolna, dziś dominuje niepewność i rozczarowanie.
Choć w dokumentach ministerialnych decyzja o zwrocie ziemi wygląda jak porządkowanie majątku państwowego, dla setek rodzin z powiatu głubczyckiego oznacza to coś znacznie więcej – poczucie utraty stabilności i bezpieczeństwa.
Share this content: