Tajemnicze zdarzenie w mroźną noc
W grudniu 1885 roku doszło w okolicach Głubczyc (ówczesnie Leobschütz) do niezwykłego, niebezpiecznego zdarzenia podczas służby pocztowej w pociągu. Jak podaje prasa niemiecka – m.in. „Deutsche Verkehrs-Zeitung” z 17 stycznia 1886 roku – świat kolei i poczty zaniemówił na wieść o tym incydencie, który mógł zakończyć się tragicznie.
12 grudnia, pociąg nr 653 kursujący na trasie Katowice → Leobschütz, w godzinach wieczornych wjeżdżał na stację końcową, gdy wykryto brak jednego z członków załogi. Był to listonosz wiejski Krautwurst, czasowo pełniący obowiązki konduktora pocztowego. Jego współpracownik zauważył otwarte drzwi wagonu oraz leżącą czapkę kolegi pod wagonem, co natychmiast wzbudziło podejrzenia, że mógł on wypaść z pociągu.
Poszukiwania i powrót “zaginionego”
Z dworca Leobschütz około godziny 21:00 wyruszono z pochodniami i personelem kolei w kierunku Wernersdorf (dzisiejsze Bernacice), by przeszukać tory i okoliczne pobocza. Po pewnym czasie, poszukiwania zostały przerwane — nie odnaleziono Krautwursta, zakładano, iż mógł pozostać w wagonie.
Tymczasem sam zainteresowany, choć faktycznie wypadł, miał szczęście — pociąg poruszał się z niewielką prędkością, a śnieg na ziemi mocno amortyzował upadek. Zaledwie z lekkimi stłuczeniami i otarciami, wstał, otrzepał się i — pieszo, najpierw torami, potem drogą — dotarł z powrotem do Głubczyc. W lokalnym urzędzie pocztowym zgłosił się trzymając w ręku miotłę (której rzekomo używał w chwili wypadku).
Według jego relacji, kiedy otworzył drzwi wagonu w celu zamiecenia podłogi, powiew powietrza wyrwał drzwi z zawiasów i porwał go za sobą — razem z miotłą — na zewnątrz.
Przestroga i odpowiedzialność służbowa
Władze pocztowe uznały, że wypadek był skutkiem nieprzepisowego działania — otwieranie drzwi w trakcie jazdy, mimo że wagony pocztowe miały być rygorystycznie zamykane przed odjazdem za pomocą rygli czy prętów. W prasie zwracano uwagę, że nawet drobne uchybienia w służbie pocztowej w transporcie kolejowym mogą mieć poważne konsekwencje.
Krautwurst, będąc żonatym ojcem czworga dzieci, opuścił to wydarzenie z licznymi opowieściami o szczęściu i cudzie — ale też z wytykaniem własnego błędu proceduralnego.
Kontekst historyczny i znaczenie
- W XIX wieku transport pocztowy koleją był niezwykle strategiczny — listy, paczki i dokumenty przesyłano szybko na duże odległości. Wykonywanie obowiązków pocztowych w wagonach było zadaniem obarczonym ryzykiem (pogoda, prędkość, manewry pociągów).
- Przypadki wypadków kolejowych i incydentów z personelem nie były rzadkością — archiwa kolejowe i prasa tamtej epoki dokumentują wiele katastrof i zdarzeń związanych z ruchem pociągów. Jednak opisywane wypadki, gdzie osoba “wypada” z wagonu, są znacznie rzadsze.
- W lokalnej pamięci takich zdarzeń często brak — to powoduje, że relacje prasowe stają się cennym źródłem przypominającym codzienność i zagrożenia dawnych czasów.
Co wiemy, czego nie potwierdziliśmy i sugestie poszukiwań
- Oryginalny artykuł z „Deutsche Verkehrs-Zeitung” (17 stycznia 1886) pozostaje głównym źródłem tej historii.
- Nie udało się znaleść potwierdzenie w polskich archiwach online ani w bazach zdigitalizowanej prasy, że w polsko-języcznych źródłach był opis tego wypadku.
- Warto by zajrzeć do archiwów pocztowych lub kolejowych Głubczyc i Opolszczyzny — być może zachowały się protokoły służbowe, dzienniki kolei lub prasa lokalna z tamtego okresu.
- W lokalnych bibliotekach i muzeach Głubczyc lub w Archiwum Państwowego mogą znajdować się mikrofilmy gazet niemieckich (z czasów zaborów) lub kolei pruskiej zawierające wzmianki.
Wnioski dla Czytelników Głubczyc
Ten niezwykły wypadek sprzed 140 lat przypomina, że historia miasta pełna jest nie tylko wielkich wydarzeń, ale też drobnych dramatów i chwil, które niemal wymknęły się zapomnieniu. To opowieść o losie człowieka wykonującego codzienną, odpowiedzialną służbę — i o tym, jak cienka była granica między bezpieczeństwem a katastrofą.
Share this content: